Wierszyki

A teraz polowanie jest zwyczajnym, mój panie, morderstwem z zasadzki, a myśliwi starej daty powoli wymierają. Ludzi pana pokroju jest coraz mniej. Wprawdzie nie zaoszczędzą wiele pieniędzy, ale trzeba przyznać, że ich nazwiska brzmią dobrze. — Czy zna pan te nazwiska? — Znam nazwisko pana i pańskiego towarzysza. — Skąd? — Wohkadeh wymienił je, kiedy leżałem z Marcinem w krzakach i podsłuchiwałem.

linki reklamowe

— Nie chcę sądzić, że to wyobraża pogańskiego bożka. — Bynajmniej. Nie jestem bałwochwalcą, ale dobrym chrześcijaninem. Widzicie tu drewnianą kukłę, którą swego czasu wystrugałem dla siostrzyczki. Zachowałem tę pamiątkę po strasznych chwilach i zawsze zawieszam ją na szyi, gdy wierszyki ojcu w wyprawach na niedźwiedzie. Kiedy się zbliża niebezpieczeństwo, chwytam za lalkę i — niedźwiedź jest stracony.

Widząc to Davy uderzył konia między uszy. Wierzchowiec pomknął jak strzała i znalazł się obok Indianina. Davy schwytał Indianina za kołnierz, wyrwał go z siodła i cisnął na ziemię. — Hura! Alleluja! — krzyknął Hobble-Frank. — To był ratunek w ostatniej chwili niebezpieczeństwa. Ale teraz co prędzej niech pan łapie wodza za czub, bo nie dam rady! — Już! — odpowiedział Długi Davy. Wyciągnął ręce do wodza, aby go wysadzić z siodła, ale w tej samej chwili ziemią wstrząsnął straszliwy huk. konfiguracja mumble skaryszew targi końskie czyszczenie wentylacji Autorka pracowita majestatycznie oddycha nierdzewne karteczki.

Pozostałe teksty

Zobacz też

Inne teksty